poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Nowy rok szkolny

Cześć i czołem! :)
Jutro 1 września, u nas kolorrrowo z tej okazji. Kolorowo i hardcorowo, tak swoją drogą :p Więc szybcikiem wrzucam zdjęcia. Na pierwszy ogień: SOWY-MĄDRE GŁOWY :)


A na drugi - ŻURAWIE :) Bardzo jestem szczęśliwa, gdy na nie patrzę, ponieważ ostatnim razem, gdy próbowałam zrobić PROSTE origami, nic mi z niego nie wyszło, papier się tylko zmarnował.
A tym razem niespodzianka, żurawie są przeprzeboskie i chyba nawet w domu sobie takie w oknie powieszę :)


Miłego wieczoru, kisskiii! :*

piątek, 17 lipca 2015

Wakacje

Witam Was o poranku :) Mam dobrą nowinę, otóż wracam do żywych i posty znów będą się pojawiać :D Na początek trochę się usprawiedliwię ;)

Nie myślałam, że pisanie pracy magisterskiej pochłonie aż tyle mojego czasu, ale niestety, wybrało się temat-rzekę, to trzeba było cierpieć. Prawie pół roku wyjęte z życia (szczególnie 3 ostatnie miesiące, co by w wyznaczonym terminie się zmieścić i obrony znów nie przenosić). Ale powiem Wam, że z żadnej swojej pracy dyplomowej taka dumna nie byłam. I wcale nie dlatego, że praca była rewelacyjna, o nie, pod tym względem zdecydowanie wygrywa ta inżynierska (o pedagogicznych nie wspominam, bo narzucanie studentom promotora, a później tematu pracy jest bezczelne i powinni takich rzeczy zakazać... przy czym kłaniam się mojemu promotorowi z magisterki, który walczył razem ze mną w obliczu tej niesprawiedliwości i dzięki któremu udało mi jako jedynej mieć wolny wybór). Dumna jestem, bo wiele razy chciałam już rzucić te studia, a przy pisaniu magisterki wydrukować sobie wszystko tylko po to, żeby patrzeć, jak płonie. Na samo słowo "magisterka" trzęsawki dostawałam. Ale mimo wszystko dotarłam do końca i osiągnęłam swój cel, w dodatku na 5 :) Od razu oświadczam, że wbrew postanowieniom sprzed kilku lat na trzeci kierunek się nie wybieram :p Zwłaszcza, że życie nam się szczęśliwie zaczęło w tym roku układać i między innymi Tubiś dostał pracę NIE na zastępstwo :) W dodatku w szkole, co wydaje mi się bardziej wymagające dla mnie, jako nauczyciela i w związku z tym cieszy, bo lubię sobie wyżej poprzeczkę stawiać ;)

Na razie jednak odpoczywam od wszystkiego, na zasłużonym urlopie. Tydzień wolnego poświęciłam na przygotowania do obrony, reszty nie poświęcam na nic ;) I tak dzień pierwszy, poniedziałkowy minął w szlafroku. Bunt totalny wobec wszystkiego, tyle rzeczy musiałam robić, to teraz robię NIC, a jak! Piękne to było ^^ Od wtorku już normalnie jednak funkcjonuję ;) I nawet do maszyny usiadłam (nerwicy przez nią dostanę, przysięgam, wciąż się zacina...) i Maciulkowi koszulę wytaliowałam - dumna jestem, bo pierwszy raz robiłam i wyszło, da się ją nosić, Maciula zadowolony :D

Od środy wypoczywam już u rodziców :) I ponownie dochodzę do wniosku, że mieszkanie w bloku ma swoje zalety, urlop to urlop, siedzisz albo wychodzisz i generalnie robisz co chcesz. A w domu ciągle coś jest do zrobienia, zwłaszcza przy takim dużym ogrodzie jak nasz. Ale za to podwórko tętni życiem :D Lawenda powysyłała zaproszenia dla bączków i proszę, w setkach można je liczyć! Postaram się któregoś dnia pokazać Wam jakieś ;)



niedziela, 31 maja 2015

Kolorowy ptak

Witam Was iście kolorowo :) Rok chyba minął, od kiedy zakupiłam przecudne, kolorowe ptaki i nijak nie wiedziałam, co z nimi zrobić. Ale musiałam je mieć :D Poduszek za dużo, więc pomyślałam, żeby zrobić może jakiś ładny kartonik i otulić go tą tkaniną... Ale na co mi następny kartonik, skoro zaraz pewnie i tak wyhaczę gdzieś jakieś cudo i będę musiała je mieć :p Jakiś czas temu pomyślałam, że potrzebuję pomponów, tak o, do poprawy humoru, koniecznie kolorowych. Pojawiły się pompony, pojawił się i pomysł na ptaki :)

Ale jak nie urok, to... zepsuta maszyna oczywiście :p Ostatnio się z Łucznikiem nie dogadujemy. Najpierw złamana igła, wymiana na nową - coś zgrzyta. Poprawiam, głaszczę, rozmawiam i gdy zaczyna działać - przepala się żarówka. Po wymianie żarówki znów zgrzyta. Poprawiam, odkręcam, dokręcam, wyjmuję, wymieniam, no halo??? I gdy już zaczęło być dobrze (chociaż nie mam pojęcia dlaczego), to w trakcie szycia złamała się kolejna igła, maszyna zaczęła chodzić jak czołg, a ja od tamtej chwili czekam, aż w końcu sąsiad zapuka ze skargą do drzwi. Bo zamiast jednostajnego szumu słyszy tylko co chwilę donośne stuki, jak młotem pneumatycznym prawie :p A maszyna szyć nijak nie chce, nitki się plączą, przestawianie, ustawianie, dokręcanie/odkręcanie nic, zero, null. Rozkręciłam jeszcze raz, nie zmieniając kompletnie nic i proszę bardzo, nie ma już focha, pozwala pańci szyć :p Pokażę więc Wam efekty:


czwartek, 14 maja 2015

Rybcie

Co by ktoś nie pomyślał, że ducha wyzionęłam, to dzisiaj post owszem, ale z szyciem niezwiązany :) Opowiem Wam krótką historię taką...

Dawno, dawno temu, za Odrą (albo i przed, zależy jak patrzeć) Gwiazdka nastała. Tubiś pomyślał, że niespodziankę Maciuli zrobi i rybkę mu sprawi. Jak pomyślał, tak zrobił, szklaną kulę zakupił i podarował. W ten oto sposób dowiedział się, że można ogórki w tej kuli kisić :p Cóż... na razie takich prób nie było ;) Kula poszła w odstawkę, a w miejscu maszyny do szycia na szafce pojawiło się AKWARIUM. Takie z lampkami i innymi bajerkami. Radość w mieszkaniu nastała ("będą rybki!"). Rybki owszem były, ale po miesiącach około trzech. A w międzyczasie i Tubiś i Maciula akwarium mieli ochotę kilka razy pod śmietnik wystawić. Co to się namęczyli z nim! Właściwie Maciula. Woda nie taka, światło nie takie, roślinki padają, jedne po drugich, jak tu rybki wpuszczać?! Ale kto nie ryzykuje, ten nie ma i tak w akwarium pojawił się Zenek Moczymordka z młodszym kompanem. Żyją w nim do dziś i mają się bardzo dobrze :) Po dłuuuuuugim oczekiwaniu roślinki zaczęły pięknie rosnąć, rybki coraz to nowe były wpuszczane i dziś, wracając do domu czeka na nas gromadka wesoło merdających ogonków :) I to jakich pięknych! Zobaczcie sami :)

Pierwsi, zaraz po Zenkach, lokatorzy:


czwartek, 30 kwietnia 2015

Nuda...?

Czwartek przedmajówkowy i wszechobecna radość, jupiiiii! Też się cieszę, jak się wszyscy dookoła cieszą :D Choć coś moim pociągającym nosem czuję, że dla mnie ta majówka się inaczej rozkręci... bo mnie właśnie w nosie kręci. Witaminki zaaplikowane, wyrko przygotowane, ale leżeć i nic nie robić, to ja nie potrafię. Ewentualnie z gorączką, ale tej na szczęście brak ;)

Mieszkanie wysprzątane, od pracy na weekendy zawsze odpoczywam, więc co tu robić? Maszyna schowana, czeka aż magisterka się napisze... Książki przeczytane... Ciuchy w szafie ułożone... Więc ewidentnie należy wziąć się za haftowanie :) Tak dawno już pudełka z muliną nie ruszałam, że warstewką kurzu się pokryło :p Ale hafcik jest, mole nie latają - jest git :D