Ale wracając do tematu - skoro Tydzień Lenia, a nawet leni dwóch, to się pochwalę :) Przeważnie pogoda była mało zaskakująca, bo taka oto jak poniżej :p
Gdzie byśmy nie poszli, za chwilę wracaliśmy, bo zmoknąć żadne ochoty nie miało. Ja się pytam - to morze jest, czy góry, że pogoda co pięć minut inna...? Postanowiliśmy więc - za rok jedziemy do Grecji :) A jak nie do Grecji, to w góry. Wiecie, że nawet żadnego ładnego zachodu słońca nie było? Tzn. takiego, żeby słońce było widać? Złapaliśmy więc takie promyki ;)
Nie chciałam jechać za bardzo nad morze, trwały dyskusje z Maciulą na ten temat, no bo gdzie tam jechać, żeby się nie nudzić? Miałabym siedzieć cały tydzień na piasku i patrzeć na wodę? Do wanny naleję, piasku z ogródka mamy przyniosę i efekt taki sam :D Więc drogą kompromisu (chyba :D) doszliśmy do tego, że COŚ musi być TAM, gdzie pojedziemy. No i zobaczcie kto nam się trafił! Chociaż wydaje mi się, że się z nas śmiał :p
Dziczek też niczego sobie :D
A ten kolega to mnie o ból brzucha przyprawił. Ze śmiechu :) Widzę go, że leci. O.K. Niech leci. Coś krzywo. Stanął, zapozował. Znów leci i on tak bardzo chce lecieć...! Ale leci do tyłu. I tak w kółko. Sorry, taki mamy klimat :D
A propos klimatu, to w tym tygodniu strój plażowy obowiązkowy to DRES. Bądź inne długie rękawy i nogawki :p
Czasem zaświeciło nawet słońce... Żeby nie było zbyt pięknie, to zazwyczaj wtedy, gdy nas na plaży nie było :D Albo bunkrów szukaliśmy.
A to był hit dnia pierwszego :D
Na zakończenie - słonecznie też było (aż jednego dnia, przez pół dnia :p). I mamy na to dowód!
Morze wyrzuciło nawet na brzeg dwie foczki. Krzywonose <3
Ale sklepu z tkaninami żadnego nie znalazłam. No smuteczek.
Wróciłam z myślą, że siądę od razu do maszyny i coś wysmyczę, ale jakoś mi nie idzie. Nawet pokrowca z niej nie zdjęłam jeszcze. Jak ktoś ma jakieś pomysły na powrót do rzeczywistości po urlopie, to niech się ze mną podzieli, bo ja utknęłam w lenistwie swym :p
Idę lenić się dalej, see ya! :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz